22.06.2014

wakacje, matura pisemna i post wypchany zdjeciami

 Hej kochani,

co powiedziec? jak zaczac?

Za 14 dni bede juz w Krakowie. Dwa tygodnie to dokladnie tyle samo co opisuje dzis na blogu, lecz w tyl. Pozegnanie z klasa, z przyjeciolmi z liceum, ostatni lunch na stolowce, zdjecia z nauczycielami, prezent od wychowawczyni, tak krotko moge opisac pierwsza serie zdjec.










Rok szkolny skonczylismy w srode tydzien temu, wiec dzien pozniej w St Astier z dziewczynami urzadzilysmy sobie piknik. Swieze owoce kupione na porannym rynku dobrze robia po 8 km na rowerze w jedna strone, zwlaszcza w ponad 30 stopniowym upale! Targowanie sie ze sprzedawcami, znalezienie mechanika do naprawienia przebitej opony w rowerze - takie detale udowadniaja, ze my tutaj mieszkamy w stu procentach :)

od prawej: moja siostra Marie, Rachel USA, Rachel Norwegia i ja





 

W niedziele tydzien temu ochodilismy we Francji Dzien Ojca. Oprocz prezentow moj francuski Tatus dostal wysmienite panacakes na sniadanie, a caly dzien spedzilismy na poludniu regionu, w St Estèphe, gdzie jest jezioro i skalki, po ktorych spacerowalismy. Jezioro jest tak zolte, ze az dziwnie sie z nim kapac. Taka barwe nadaja mu zrodla i to kolor wody, ktora jest jednakze czyta!



 Ta skala przyciaga ludzi, dlatego, ze wiaze sie z nia legenda (ktorej juz niezbyt dobrze pamietam) :p w kazdym razie bez problemu mozna ja ruszyc i pod nia wklada sie monete wlozona w gamaz, zeby ja zdusic i zachowac potem jako amutet, ja swoja zgieta pieciocentowke juz mam :)




MATURA = LE BACCALAUREAT


Tak wiec matury pisemne (tylko dwa egzaminy, w sumie 5,5h) juz za mna - w te srode francuski, w piatek przyroda. Mysle, ze poradzilam sobie calkiem niezle. Padlo na powiesci, fragmenty wielkich klasyk typu Pani Bovary albo teksty Zoli byly zrozumiale i jak najbardziej to skomentowania. Napisalam korpus i rozprawke, w sumie chyba jakies 6 stron i jedno jest pewne - nie bede miala zera! Na dokladne wyniki trzeba poczekac do 11 lipca, wiec sprawdze je juz w Polsce, przez Internet.

Przede mna jeszcze tylko ostatni etap matury w drugiej liceum (nazwajacej sie première we Francji), 30go zdaje ustny francuski. 

Popoludnia ze znajomymi, szukanie cienia, spacerowanie po St Astier i Périgueux, rozmowy nawet te telefoniczne z AFSerami z innych krajow ale we Francji - bo tu przynajmniej mamy te sama strefe czasowa (jeszcze), sobotni poranny trening (spektakl na 700 osob w sobote!!), potem spotkanie AFS, na ktore bardzo chciala pojechac moja Mama, zeby pomoc przyszlym rodzinom goszczacym sie przygotowac na goszczenie, wiec poodpowiadalam na pytania rodzin i potem pomoglam troche w formacji uczniow, ktorzy wyjezdzaja, a potem... La Fête de la Musique! Swieto Muzyki! Obchodzone 21 czerwca we Francji, w najdluzszy dzien roku, poczatek lata, to szczescie wypelniajace kazdy zakatek miasta! Nie mam zdjecia, mam filmiki, w kazdym razie zadnym zdjeciem sie tego nie odda! Na ulice wychodza wszyscy, tu ktos spiewa, tam ktos tanczy, albo gra na instrumencie, wiek jest niewazny, kazdy bawi sie dobrze cala noc!
Francuzi, ktorzy wyjezdzaja w sierpniu na przygode zycia z AFSem :)

Tak wiec po powrocie ze swieta muzyki noc minela szybko, a o 9:30 bralam udzial w course de Gravel czyli biegach. Poczatkowo mialam biec 10 km, ktore przebieglam wczesniej w ramach treningu, ale coz... stanelo na tym, ze mama goszczaca zapisala mnie na 5km, wiec dotarlam 3 na mete i stad kwiaty :P



 Dzisiejszy post to praktycznie same zdjecia, zreszta nie wszystkie, bo przepraszam, ale zal mi czasu, zeby siedziec i pisac o szczegolach. Mysle, ze mozecie sie spodziewac jeszcze jednego podobnie wypchanego zdjeciami postu z Francji, a potem jeszcze bogatszych w slowa wpisow z Polski.

KIERUNEK POLSKA ZA 2 TYGODNIE!

DODATEK NA KONICE, TRZY FILMIKI

Dwie kolezanki zrobily podsumowanie roku naszej klasy, a trzeci to reportaz o uczniach zza granicy zdajacych mature :)

https://www.youtube.com/watch?v=Bpgv8GQiWsw

https://www.youtube.com/watch?v=0wKC4tJVjoY

https://www.youtube.com/watch?v=bBPOXaNSZ5M&feature=youtu.be
(okolo 3:40)

9.06.2014

co jesli Francja przestanie istniec?

Opowiadajac Wam dzisiaj o tym, co sie dzieje duza uwage przywiaze do tego co mnie otacza.

Od ponad 9 miesiecy mieszkam w Dordonii, departamencie regionu Akwitania. 4 najwieksze departamenty Francji znajduja sie wlasnie w tym regionie, a Dordonia jest jednym z nich. Ten departament mozna pomniejszyc, mowiac o krainach historycznych, jaka jest na przyklad Périgord, majaca stolice w Périgueux (stolicy takze Dordonii). Dzieli sie na 4 czesci, cztery kolory. Ja mieszkam w Bialym Périgord. Istnieje jeszcze Zielony (post z wrzesnia 2013), Purpurowy (bo znany z olbrzymich winnic w Bergerac i wina najlepszej jakosci) i Czarny (do ktorego w ostatnich dniach pojechalam dwa razy).
 
Przegladajac ostatnio jeden z przewodnikow, znalazlam taki cytat:
 
"Il se peut qu'un jour, la France cesse d'exister mais le Périgord survivra, tout comme les rêves dont se nourrit l'âme humaine" Henri Miller
W wolnym tlumaczeniu: Mozliwe, ze Francja przestanie istniec, ale Périgord przetrwa, tak jak marzenia, ktorymi zywi sie ludzka dusza.

Male uliczki, domy zbudowane z kamienia, zamki i mosty, wszystko w 30stopniowym letnim sloncu. 

Zaczne w kolejnosci odwrotnej od chronologicznej. Co dzialo sie wczoraj? Wczoraj razem z Ciocia i Wujkiem goszczacymi, ktorzy przyjechali do nas na weekend pojechalismy zwiedzic zamek Beynac. Zamek znajdujacy sie na szczycie miasteczka bedacego typowym francuskim malym rajem jest w trakcie stuletniej renowacji. Zaczety bycie budowanym w XXII wieku zostaje do tej pory (tak jak wiekszosc francuskich zamkow) wlasnoscia prywatna. 

 





Podziwialismy widok na doline i ogrody Marqueyssac, gdzie pojechalismy w Wielkanoc (post z kwietnia).







Swoja droga, w sobote wrociwszy z proby do spektaklu po zimnym prysznicu nasi goscie opowiadali nam o kwietniowym wyjezdzie do Korei Poludniowej, gdzie urodzilo sie ich dwoch adoptowanych synow i gdzie wrocili wszyscy razem poznac ich biologiczna rodzine.





 
Na samym koncu tego goracego dnia, rozsiedlismy sie wygodnie, zeby rozkoszowac sie lodami.

Moja rodzinke z widzenia juz znacie, po lewej Jean-Marie, a kobieta w okularach to Martine, siostra mojej mamy goszczacej.
 

 Piatek wieczor spedzilismy z cala rodzinka na swietowaniu "maja" (dokladnie la Plantation du Mai, czyli majowa plantacje drzew);

we Francji panuje tradycja, ze kazda osoba z wygranej listy wyborczej sadzi u siebie w ogrodzie drzewo i zaprasza przy okazji na wspolne swietowanie. Tutaj drzewo posadzili wszyscy razem niedaleko merostwa (moja Mama jako zastepca mera w tym uczestniczyla jako organizator), a nastepnie zaprosili wszystkich mieszkancow do wspolnego posilku na swiezym powietrzu.



 Na swietowanie "maja" w czerwcu pojechalam prosto z dnia spedzonego w St Cyprien, godzine na poludnie od Périgueux, gdzie pojechalysmy razem z Valérie, Rachel z Norwegii i wolontariuszka AFS Laure, opowiadac o AFSie, ale nie tyle zachecac do goszczenia i wyjazdu bezposrednio, co pokazac roznorodnosc kultur i jak nasze doswiadczenie tegoroczne nas wzbogacilo.

St Cyprien, ktore odkrylysmy podczas krotkiego spaceru, jest kolejnym dowodem na to, ze sekret magii Francji, zwlaszcza poludniowo zachodniej Francji i zwlaszcza dla mnie, jest ukryty wlasnie w tych kamiennych malych uliczkach, duzych okiennicach i zielonych balkonach.





  Dzien wczesniej, w czwartek, obudzilam sie wczesnie rano, zeby szybko zjesc sniadanie i wyruszyc z Martine i François (prezydentka i sekretarzem regionalnego AFSu) nieopodal Agen, gdzie urodzil sie i spedzil dziecinstwo moj Dziadek. Tym razem powrot tam byl o wiele bardziej przyjacielski i kosztowal mnie duzo mniej emocji. Spotkalismy sie naturalnie z kuzynem-detektywem, zeby wszyscy razem pojechac na poranna kawe do Monique, ktora chodzila z moim Dziadkiem do klasy. Juz na wstepie uslyszalam jej slowa: ach tak wiec to ona, wnuczka Henryka IV (jesli nie pamietacie historii o Henri IV odsylam Was do posta ze sprawozdaniem z pierwszego wyjazdu do Pont-du-Casse na poczatku maja --> POST "Francuska krew plynaca w moich zylach"

Monique okazala sie przesympatyczna osoba. Z jej bratem, ktory byl najlepszym kolega z klasy mojego dziadka, rozmawialam przez telefon i smialismy sie wszyscy z historii o... bananie. Lata powojenne, a moj Dziadek przynosi do szkoly banana i wklada go pod blat, do biurka. Z racji, ze banany nie byly praktycznie w ogole wtedy dostepne, jego przyjaciel, wychowany w duwym ubostwie, chcial zobaczyc tego banana, ktory byl bardzo dojrzaly, wiec z brazowymi plamkami. Kiedy podczas lekcji Dziadek uchylil blat pokazac koledze banana, ten widzac owoc po raz pierwszy w zyciu przerazil sie i wlasnie przez te brozowa barwe pomylil go ze... szczurem!
Poranna wizyta u Monique bardzo pozytywnie nastawila nas na reszte dnia. Pozwolila tez od razu wrocic do konkekstu  sytuacji. Takie szczegoly jak ten, ze Monique wyszla za maz w wieku 19 lat, czy ze swoje dzieci pchala do nauki i zostawania najlepiej nauczycielami oraz koniecznie ukonczenia studiow, sprawily ze szybko przypomnialam sobie o lekturze Le Vieux Cartable, ktorego autora, Roger Cavalié, wraz z zona, poznalam w poludnie. 


Wszyscy razem (takze z André) pojechalismy do domu, gdzie mieszkali dziadkowie Roger, ktory znajdowal sie zaraz obok drugiego domu moich Pradziadkow, tego gdzie chowali Zydow, bron (w ramach dzialania w Ruchu Oporu), tego gdzie bawic sie z Dziadkiem  przychodzil Roger. Pamieta, ze moja Prababcia Katarzyna robila domowy bialy ser, ze nazywali ich "Polakami". Pamieta jak pewnego razu z Henrykiem (moim Dziadkiem) wymienil sie grami planszowymi i kiedy caly zadowolony wrocil do dolu dzidkow, jego Dziadek (Wloch) kazal mu natychmiast oddac gre i wrocic ze swoja wlasna. Teraz dom Dziadkow pisarza, ktory w swojej ksiazce opisuje jak zostal nauczycielem, zamieszkuje ten sam wlasciciel od kilkudziesieciu lat. Ten wlasciciel widzial palacy sie hangar przy domu moich Pradziadkow, kiedy oni byli juz w Polsce. Do rozwiklania pozostaje jeszcze jedna tajemnica - wlasnosci domu. Otoz z tego co mowi André, brat Dziadka przekazal mu, ze wyjezdzali nagle, bo zlapala ich kontrola mleka (wyjatkowo dolali odrobine wody, zeby mleka bylo wystarczajaco) i pradziadkowie bali sie konsekwencji, zwlaszcza, ze byli w Ruchu Oporu i, ze badz co badz, byli obcokrajowcami. Tylko co w takim razie stalo sie ze sprzedaza domu i terenu i pola?

Przejezdzalismy przed domem mera, ktory podpisal akt urodzenia mojego Dziadka, ale nie szukalismy poki co dokumentow aktu wlasnosci domu. To jeszcze, z czystej ciekawosci, zostaje mi do zrobienia kiedys.

W kazdym razie spedzilismy wszyscy cudne popoludnie u André, ktory zaprosil nas na wspolne ucztowanie.



Nie moge od kilku dni pozbyc sie z glowy pytania zadanego przez prezydentke AFSu, dlaczego nie zostaje zdac we Francji calej matury. Nie znam odpowiedzi, ale wiem za to, ze w Polsce bede miala co robic i sa ludzie, ktorych juz tak bardzo chce przytulic. W srode koncze rok szkolny, za tydzien pisemna matura z francuskiego, za dokladnie trzy tygodnie ustna. Dlatego tez nie ma co sie zastanawiac nad odpowiedziami, ale isc dalej przed siebie :)

Tytulowe pytanie dotyczy zatem nie tylko tej Francji doslownie, na mapie i w dokumentach, ale mojej prywatnej, codziennej Francji. A odpowiedz na nie jest taka sama jak powyzej: nie ma co sie zastanawiac nad odpowiedziami, ale isc dalej przed siebie.

Pozdrawiam Was serdecznie, slonecznego tygodnia,

Kasia